Review

A new great review of ‘One Light Year’ from Poland

The great Artur Chachlowski reviewed our new album ‘One Light Year in MLWZ.PL

Ten years ago Artur reviewed our first album ‘The Guns of Marygold’ on MLWZ and Metal Hammer Poland.


Można powiedzieć, że minęło 10 lat i nie zmieniło się nic. A właściwie to minęło 11 lat. Bo tyle właśnie czasu upłynęło od premiery debiutanckiej płyty włoskiej grupy Marygold pt. „The Guns Of Marygold”. Zmieniła się właściwie tylko jedna rzecz: teraz Marygold to zespół pięcioosobowy, bo do znanego z tamtego albumu kwartetu dołączył, a właściwie powrócił, bo działał on już w tym zespole przed kilkunastoma laty, basista Marco Adami. Lecz stylistycznie nie zmieniło się nic.

W małoleksykonowej recenzji debiutanckiej płyty chwaliłem grupę Marygold za tą romantyczną „regresywną” odmianę progresywnego rocka i w przypadku wydanego przed kilkoma dniami nowego albumu „One Light Year” muszę powiedzieć to samo. Zespół już dawno upodobał sobie klimaty a’la Genesis i swoimi nowymi kompozycjami nadal perfekcyjnie wpisuje się w styl, który przed kilkoma dekadami mistrzowie progresywnego gatunku wynieśli na szczyty popularności. Wokalista Guido Cavalleri obdarzony jest głosem będącym skrzyżowaniem młodego Fisha z wczesnym Peterem Gabrielem, a także – jeżeli ktoś pamięta – Federica Joosa z nieco zapomnianej już grupy Neuschwenstein. Keyboardzista Stefano Bigarelli zapatrzony (a właściwie zasłuchany) jest w Tony’ego Banksa, gitarzysta Massimo Basaglia wycina niesamowicie melodyjne łkające solówki, a perkusyjne przejścia Marco Pasquetto mają sporo wspólnego z finezyjną grą Phila Collinsa na tym instrumencie.

Tym wszystkim, co do tej pory napisałem, nie chciałbym jednak pozostawić takiego wrażenia, że Marygold to zespół, który skupia się jedynie na odtwarzaniu: a) klimatów znanych z płyt Genesis, b) cytowania samych siebie sprzed 11 lat. Co to, to nie. Marygold AD 2017 to zespół w pełni dojrzały i ukształtowany. Świadczą o tym dopracowane do najmniejszego szczegółu utwory wypełniające program albumu „One Light Year”. Szczególnie podobać się mogą dwa wycyzelowane do ostatniej nuty dwunastominutowe epiki „Lord Of Time” i „Spherax H2O”, które zachwycają swoim romantycznym muzycznym dramatyzmem. Przypominają się najlepsze czasy dla prog rocka. Krótsze utwory, acz posiadają bardziej piosenkowy charakter, z reguły zamykają się w czasowych granicach 6-7 minut i pod względem muzycznym też obdarzone są niezłymi, zapadającymi w pamięć melodiami. Ciepła ekspresja wokalna Cavalleriego nadaje im niesamowitego uroku…

„One Light Year” to bardzo udana płyta. Ucieszy ona tych słuchaczy, którzy ukochali sobie klasyczne progrockowe brzmienia, bez zbędnych współczesnych wtrąceń i niepotrzebnego silenia się na nowoczesność za wszelką cenę. Marygold gra po prostu swoje i czyni to w sposób bardzo przekonywujący. Na tyle przekonywujący, że płytę „One Light Year” śmiało można nazwać oceanem muzycznych przyjemności.

 


It can be said that 10 years have passed and nothing has changed. It’s been 11 years since the debut album of the Italian group Marygold entitled “The Righteous Among the Nations” was released. The Guns of Marygold’. Only one thing has actually changed: Marygold is now a five-man band, because he joined the quartet known from that album and actually returned, because it was bassist Marco Adami who worked in the band a dozen or so years ago. But in style nothing has changed.

I praised Marygold for this romantic “regressive” version of progressive rock and, in case of the new album One Light Year released a few days ago, I have to say the same thing. The band has long since enjoyed the atmosphere of a’ la Genesis and still fits perfectly into the style that the masters of the progressive genre brought to the tops of popularity a few decades ago with their new compositions. The vocalist Guido Cavalleri is endowed with a voice that crosses the young Fish with early Peter Gabriel and, if one remembers, Federica Joos from the band Neuschwenstein, which has been somewhat forgotten. The keyboardian Stefano Bigarelli is watched (or actually listened to) in Tony Banks, the guitarist Massimo Basaglia cuts out incredibly melodic crying solos, and the percussion passages of Marco Pasquetto have a lot to do with Phil Collins’ fine playing on this instrument.

But I don’t want to leave the impression that Marygold is a band that focuses only on reproducing: a) the climates of Genesis, b) quoting oneself from 11 years ago, and what is not. Marygold AD 2017 is a fully mature and formed team. This is evidenced by the tuned down to the smallest detail songs that complete the “One Light Year” album program. Two 12-minute long “Lord of Time” and “Spherax H2O” epics, which enchant with their romantic musical drama, are particularly appealing. They are reminiscent of the best times for the rock threshold. Shorter songs, however, have a more singing character, as a rule they are closed within the time limits of 6-7 minutes and, in terms of music, they are also endowed with quite good melodies. Cavalleri’s warm vocal expression gives them amazing charm….

One Light Year is a very successful album. It will be happy for those listeners who have loved classical progrock sounds, without unnecessary contemporary interjections and unnecessary amplification with modernity at any price. Marygold simply plays its own game and does so in a very convincing way. It’s so convincing that the album “One Light Year” can boldly be called an ocean of musical pleasures.

Lascia un commento

Il tuo indirizzo email non sarà pubblicato. I campi obbligatori sono contrassegnati *

WordPress spam blocked by CleanTalk.